Join for FREE | Take the Tour Lost Password?
[x]

deviantART

 


Budzę się pokoju cuchnącym zgnilizną. Cała jestem patrzeniem. Dlaczego mam otwarte oczy? Znam...znam to skądś...Z ciekawością czekam ciągu dalszego. Musi być jakoś nieziemsko wcześnie, a to teraz właśnie strach przybiera odcienie szarości. Wszystko wydaje się takie spokojne, takie martwo ciche. Powietrze jest stalowe, nieprzyjaźnie zimne. Zerkam za okno - po parapecie nerwowo maszeruje gołąb, wystukując uporczywy rytm. Gdzie indziej przybrałby może bardziej dumną i majestatyczną formę, jak na przykłąd orła czy kondora. Jedyne, czego uświadczę ja, to brudny, obsrany gołąb z podłamanym skrzydłem. Istny posraniec niebios. Posłaniec, znaczy. Ech, życie. Przez chwilę nie istnieję, po czym jednak decyduję się na oszacowanie szkód, które zapowiada solidnie boląca głowa. Szybko dochodzi do mnie, że nie mam na sobie ubrania, co dziwi mnie raczej umiarkowanie. Wzdrygam się, czy to z zimna, czy to na niejasne wspomnienie poprzedniego wieczoru. Tępo odwracam się na drugi bok. Ach, to ty. Nie mogło być inaczej. Kurwa. W tym słowie zawiera się wszystko, absolutnie wszystko, cała istota wszechświata, którego nieopatrznie staję się centrum. Tak, właśnie. Widzę, że znowu udało mi się udowodnić swoją wartość, której w końcu z taką zaciętością bronię. A jakże. W ustach mam jeszcze ohydny smak alkoholu. Boże, cały mój świat smakuje jak rozkładające się ciało..
Korzystam z chwili, zanim się obudzisz i popsujesz wszystko. Przez chwilę myślę - pierdolony Endymion, niech cię szlag! Patrzę jak oddychasz, waham się, czy - teraz śmieję się z tej myśli - czy nie narysować cię... to głupie. Żałosna kreatura. Znowu usprawiedliwiam się i sięgam po pudełko papierosów. Znajomy kształt w moich rękach czyni to wszystko bardziej realnym...jednak smakują najlepiej właśnie teraz -gdy nie muszę dzielić z tobą ciszy poranka. Wyrzuty sumienia drążą moje wnętrze jak robak zgniłe jabłko. Same old story. To ten sam papieros nie wypalony jeszcze po tylu nocach spędzonych z tobą, tobą. I tobą. Zabawne, jak różna potrafi być twoja twarz. Jad jest zawsze ten sam - piekielnie skuteczny. Gdybym spojrzała teraz w lustro, zobaczyłabym jak zza maski twarzy wyłania się coś na kształt uśmiechu. Przeklinam czerwień ust i bladość przedświtu. Urywki zdań, których sens tłumaczyłam sobie zawsze na swoją korzyść. Alkohol, który czyni każdy pomysł absolutnie genialnym i gotowym do wprowadzenia w życie w trybie zabójczo natychmiastowym. Szybkie reakcje, błyskawiczne działanie instynktów. Te sceny, moje życie mogłoby być namalowane przez Vettriano. Czasem myślę, że oddałabym mu się w progu. Jesli bóg dostałby drugą szansę, wolałabym, by oddał pędzel Jack'owi.  
Cienie na ścianach zmieniają kolor z minuty na minutę. Poruszasz się przez sen, zostało mi niewiele czasu. Przez chwilę mam ochotę przypalić twoje wspaniałe, boskie ciało papierosem, by została po mnie przynajmniej blizna, taka, jakich ja mam wiele. Już wiesz, że ten uśmiech nie należał do tych radosnych. Kolejny raz, zwyciężyłam. Pojedyncza łza wolno toczy się po moim policzku by spaść w otchłań pościeli. Podciągam kolana do piersi i zaciągam się. Wszyscy przepalamy tę naszą samotność.
©2009-2010 ~bleumarine
:iconbleumarine:

Author's Comments

Mój własny, trochę upośledzony wkład w przedświtowe dywagacje. Pełny błędów. Masakra jakaś, tak dawno nie pisałam, coś strasznego.

Comments


love 0 0 joy 0 0 wow 0 0 mad 0 0 sad 0 0 fear 0 0 neutral 0 0
:iconmadziarrra:
A mnie się podoba.

--
"Nie ma drogi prowadzącej do Pokoju - Pokój jest drogą."

Details

June 1, 2009
4.2 KB

Statistics

1
1 [who?]
51 (0 today)
1 (0 today)

Site Map